Mikrobiom skóry

Lato


Idealna pora aby dostarczyć odpowiednią porcję witaminy D, opalić się na brązowo, nie stosować przy tym filtrów, tak aby ,,Słońce szybciej nas złapało”. Równocześnie to ten sam czas, kiedy najszybciej możemy nabawić się przebarwień i trwałych plam.

Jestem zdania, że o ile nie jedziecie zimą w góry, gdzie śnieg fantastycznie odbija promieniowanie, to konsekwentne i sumienne stosowanie kremu z filtrem większości z nas wystarczy od wiosny do ciepłego października.

Niemniej jednak, dla mnie od nakładania filtrów, ważniejsze jest ich zmywanie. O ile bielące filtry fizyczne nie wpływają negatywnie na nasz organizm, o tyle filtry chemiczne mogą powodować alergie i przenikać w głąb skóry.

Niestety większość produktów dostępnych na rynku zawiera w swoim składzie oktokrylen (INCI: Octocrylene), oksybenzon (INCI: Oxybenzone lub Benzophenone-3) lub wiele innych szkodliwych filtrów chemicznych. Na obecną chwilę najlepszym rozwiązaniem jest wybieranie kremów z filtrem przeznaczonych dla małych dzieci np. Dermedic Baby Sunbrella lub Emolium Suncare, których ochrona przeciwsłoneczna oparta jest w pełni lub w większości na filtrach fizycznych.


Ale dzisiejszy temat jest zupełnie inny. Gdy usuniemy ze skóry krem z filtrem lub jesteśmy w mniej komfortowej sytuacji, że jest taki upał i w ogóle nie wychodzimy z domu. To co wtedy?

Mikrobiom!

Obstawiam, że każdy z Czytelników wie, jak bardzo nasze jelita są bogate w mikoorganizmy, część z Was pewnie wie też, że można je spotkać w ustach. Ale wiedzieliście jak ogromny wpływ mają mikoorganizmy na nasza skórę, która również jest ich naturalnym siedliskiem?

Ciekawostka: wielka ochota na słodycze wcale nie musi wynikać z braku silnej woli, często jest to wpływ mikroorganizmów, które zasiedlają nasze jelita. Ale to nie jest wymówka, żeby sięgać po cukier! On wcale nie krzepi. Wtedy najlepsze co można zrobić to sięgnąć po kiszonki i wzbogacić florę jelitową o supermoce.

Dlaczego na blogu kosmetycznym piszę o jelitach?

Nie ma lepszego odzwierciedlenia stanu naszych jelit niż skóra. Spróbujcie na tydzień zamienić słodycze na warzywa (warzywa, nie owoce!) a słodkie jogurty na naturalne albo wegańskie…

Mikrobiom jelit możemy wpierać dietą bogatą w błonnik i kiszonki, a mikrobiom skóry odpowiednio dobraną pielęgnacją – biotykami.

Zanim jednak przejdziemy do szczegółów, warto przypomnieć sobie podział biotyków:

Prebiotyki – pożywka dla dobroczynnych bakterii, np. z błonnika.

Probiotyki – żywe kultury bakterii, które można spotkać we wszystkim, co fermentuje.

Postbiotyki – substancje wydzielane przez bakterie.

Prebiotyki w kosmetykach kryją się pod nazwą Inulin, Alpha-Glucan Oligosascharide i nie są niczym innym jak polisacharydami – wielocukrami, czyli dobrze dobraną dietą dla flory bakteryjnej skóry.

Probiotyki bardzo rzadko występują w kosmetykach. Jakby nie patrzeć są to żywe organizmy, które wymagają odpowiednich warunków do przeżycia, a krem nie jest ich najlepszym siedliskiem bytu. Jeśli jednak występują w kosmetykach to zwykle są to bakterie mlekowe, które w procesie fermentacji cukrów, wytwarzają kwas mlekowy. O którym wiecie już wszystko, ale przypomnę, że sole kwasu mlekowego są składnikiem NMF (naturalny czynnik nawilżający), dlatego wpływa on pozytywnie na nawilżenie skóry. Dodatkowo wykazuje działanie złuszczające, antybakteryjne i przeciwstarzeniowe.

Postbiotyki są głównie fermentowanymi ekstraktami roślinnymi przy zastosowaniu bakterii lub drożdży. Łatwo znaleźć taki składnik kosmetyku w INCI. Zawiera on w nazwie albo ferment albo lysate. Najprostszym przykładem jest Lactobacillus Ferment

Dlaczego warto szukać biotyków w kosmetykach ?

Pierwsze moje skojarzenie dla kosmetyków probiotycznych to choroby skóry, takie jak łojotokowe lub atopowe zapalenie.

Niestety coraz częściej nadgorliwe oczyszczanie twarzy tupu ,,15 etapów oczyszczania skóry” , ,,ultraoczyszczające żele antybakteryjne”, ,,pozbądź się wszystkiego co masz na skórze w 5 sekund!” , palenie papierosów, wszechobecna klimatyzacja czy stres mogą powodować zaburzenia mikrobiomu skóry.

Objawia się to swędzeniem, zaczerwienieniem lub wypryskiem skórnym. Dlatego warto racjonalnie podchodzić do pielęgnacji. Bo czy rano faktycznie musimy myć twarz superoczyszczającym żelem? Może wystarczy sama woda?

Jako podsumowanie i jednocześnie dowód istnienia kosmetyków wspierających mikrobiom skóry przedstawiam Wam lekką emulsję nawilżającą – BANDI, w której składzie znajdziemy: kompleks mikrobiomowy z filtratem z liści bambusa (fermentacja za pomocą bakterii kwasu mlekowego), alfa glukan i bakterie kwasu mlekowego.


Co dodatkowo zawiera krem?

Bakuchiol –bezpieczny roślinny odpowiednik retinolu. Zwalcza wolne rodniki, wspiera ochronę przeciwzmarszczkową, wygładza zmarszczki i niweluje przebarwienia, reguluje wydzielanie sebum.

Algi Fucus vesiculosus – morszczyn pęcherzykowaty, glon z gatunku brunatnic, zawiera sole mineralne, witaminy, kwas alginowy, wielocukry (fukoidynę i laminarynę), działa nawilżająco, antyoksydacyjnie i przeciwzmarszczkowe.

Stawkę podbija wegański skład, bezpieczny dla kobiet w ciąży i osób z wrażliwą skórą.

Z tej samej serii polecam również Rewitalizujący krem pod oczy.

Testowany na ultra wrażliwych powiekach, nie wykazał nawet odrobiny niezgodności i pieczenia. To co na pewno zauważyłam opisywane jest mianem jędrności i nawilżenia.


PS. Jak nigdy nie piszę o opakowaniach, tak tym razem pochwalę szklany słoiczek, tekturowe opakowanie i lniany woreczek.


Na każdym etapie BANDI przypomina o byciu eko! Ziemię mamy jedną!

I najważniejsze! Pamiętajcie o ochronie przeciwsłonecznej. Nasza skóra i tak się starzeje, lepiej jej w tym nie pomagać.

J.

Dodaj komentarz