Olejek z nasion dzikiej róży

Dziś będzie inżyniersko: krótko i konkretnie, ale bardzo poważnie.

Nakładanie czystego olejku na twarz stało się tak popularne, że aż niebezpieczne. Zupełnie nie wiem czemu utarło się przekonanie, że czysty olej xyz nie tylko nawilży skórę, ale wyleczy ze wszystkich problemów.

Wystarczy dobrać tylko odpowiedni olej

bibbidi bobbidi boo

i przesuszona skóra z zatkanymi porami gotowa!

Dlatego najlepszym rozwiązaniem jest połączenie kilku kropli olejku z kremem nawilżającym. To działa dokładnie tak jak dobrze zbilansowana dieta.

Zimą, kiedy skóra narażona jest na nadmierne wysuszenie przez centralne ogrzewanie (codziennie walczę z podniesieniem wilgotności w mieszkaniu, 35% to nie jest najlepsze co możemy zaoferować skórze), a z drugiej strony przez atak mroźnego i suche powietrze, warto dodać kilka kropel olejku do kremu na noc.

Problem jest w tym, że nie zawsze wiadomo jakiego… Ja polecam taki, który sprawdza się przy wrażliwej skórze.


Rosa Canina Fruit Oil – Olej z nasion dzikiej róży bogaty jest w wielonienasycone kwasy tłuszczowe: oleinowy, linolenowy oraz w kwas palmitynowy i stearynowy. Nienasycone kwasy tłuszczowe wspomagają odbudowę błon komórkowych i wzrost innych komórek skóry. Ponadto zawiera przeciwutleniające flawonoidy, witaminę C i β-karoten. Olej z nasion dzikiej róży wzmacnia barierę ochronną skóry, ogranicza transepidermalną utratę wody poprzez tworzenie warstwy okluzyjnej (czyli jak każdy inny olej – nie nawilża bezpośrednio, jedynie chroni przed utratą wody). Ponadto wykazuje działanie przeciwzmarszczkowe i ujędrniające. Polecany jest do skóry dojrzałej, suchej ale również wrażliwej.

Ja mam mini wersję niemieckiego olejku z dzikiej róży, który w składzie zawiera również:



Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil – olej jojoba zapobiega wysuszaniu skóry, zawiera przeciwzapalny skwalen, przeciwzmarszczkowe fitosterole i witaminę F, czyli mieszankę nienasyconych kwasów tłuszczowych wzmacniających cement międzykomórkowy, witaminę A i E, które wspomagają regenerację skóry. Bardzo często można spotkać go w kosmetykach dla kobiet w ciąży, ponieważ ujędrnia i zapobiegają powstawaniu rozstępów, a jest przy tym bezpieczny nawet dla alergików.

Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil – olej tłoczony ze słodkich migdałów, bogaty w kwas oleinowy, linolowy, palmitynowy i stearynowy regeneruje i zmiękcza skórę. Witaminy A, D i E jako naturalne antyoksydanty wspierają działanie przeciwzmarszczkowe. Podobnie do oleju jojojba polecany jest dla kobiet w ciąży, ponieważ wspiera ujędrnianie skóry i zapobiega powstawaniu rozstępów. Ponadto polecany jest przy leczeniu skóry atopowej, podrażnionej i wrażliwej.

Niestety na idealny olej nie ma dobrej recepty, ale jest recepta na udany wieczór:

• domowe SPA twarzy z lampką wody z imbirem

• SPA stóp – olejki świetnie zmiękczają zgrubiały naskórek i dobrą, długą komedią. Nie polecam kręcić się po mieszkaniu z wyolejowanymi stopami

• maraton czytania zaległych postów na blogu, bo kto zabroni doszkolić się na początku roku? może takie nowe postanowienie?

• dobry humor na końcówkę naszej mało zimowej zimy

• masaż olejem ze słodkich migdałów przy świecach ot, chociażby o zapachu róży


J.

4 thoughts on “Olejek z nasion dzikiej róży

  1. Przyznam, że do tej pory nakladalam olejki solo 😀 może dlatego niechętnie po nie sięgam, szczególnie do twarzy – głównie z powodu mizernego efektu wow a dużego efektu ‚oniezowcosmiwyskoczylo’. Po Twoim wpisie dam im szansę w duecie z kremem 😉

  2. Czytalam dobre rzeczy o olejkach również w mojej ukochanej, koreańskiej pielęgnacji, ale nigdy nie odważyłam się nakładać olejku solo jako domknięcia pielęgnacji (do rozpoczęcia pielęgnacji po demakijażu za to zawsze) i czułam, że to nie jest dobry pomysł. Ten post utwierdził mnie w tym przekonaniu. Btw, podzielę się ciekawostką o oleju jojoba – podobno jego skład chemiczny jest bardzo zbliżony do składu chemicznego ludzkich olei w ciele 🙂 .

Dodaj komentarz